December 11th, 2009 | Tags: ,

Zaniedbałem bloga, a tymczasem internet rośnie – zwiększa się też jego zasięg. Europejski Urząd Statystyczny informuje, że liczba gospodarstw domowych w Polsce z dostępem do internetu wyniosła w I kwartale 2009 roku 59%. Rok wcześniej było to 48%. Liczba gospodarstw domowych w Polsce wyposażonych w internet szerokopasmowy wyniosła w I kwartale 2009 roku 51%.

Tych ostatnich danych nie byłbym taki pewien, bo jako klient Aster zastanawiam się czasami, czy oferowany przez nich dostęp do sieci nie jest w praktyce bardzowąskopasmowy.

Jesień okazała się pracowita. Dotarło do mnie, że największym ograniczeniem w moich działaniach staje się niewielka wiedza dotycząca zarządzania rozrośniętą strukturą moich współpracowników. Poznałem nawet moment krytyczny, w którym nie jestem w stanie podjąć się kolejnych działań, bo realizuje ich już optymalną liczbę. Tyle o kryzysie w sieci…

Jeśli nie wierzysz, że żyjemy w ciemnych wiekach średnich, to zobacz spektakl “Wilk” Marcina Libera, który miał wczoraj swoją premierę w warszawskim Teatrze Dramatycznym.

Początkowo myślałem, że Liber chce zarazić widza uśmiechniętym dystansem do świata pełnego frazesów i szowinizmu. Sądziłem, że temu służyła zgrabna, lotnicza wycieczka po historii kultury, będącej tłem zguby jednostki. Przesycona multimediami i dźwiękiem przestrzeń budziła podziw. Wszystko cynicznie zabawne, a upokorzeniu nie oparł się nawet “Lot Walkirii” Rysia, przepraszam! - Ryszarda Wagnera.

Zapomniałem jednak, że swoiście diaboliczny “Wilk Stepowy” Hermanna Hessego to psychoanalityczny cios pomiędzy oczy poszukiwaczy prawdy i sensu. Marcin Liber to kontynuuje i wywraca wszystko do góry nogami, wykorzystując na dodatek początkowe rozbawienie widza. A zderzenie z rzeczywistością boli, nawet jeśli niesamowici w swej ekspresji aktorzy przypominają, że to tylko gra.

Jedna ze scen nasunęła mi na myśl fragment legendarnej pracy Elliota Aronsona – “Człowiek, istota społeczna”. Aronson opisuje m.in. jakiś telewizyjny talk show, w którym wystąpił Ginsberg, czy też Kerouac – któraś z legend pokolenia beatników. Opowiadał on o amerykańskim systemie edukacji – i według Aronsona, mówił bardzo ważne i rozsądne rzeczy. Wystąpił jednak w poplamionym swetrze, nieogolony i z niechlujną fryzurą. Jego słowa wzbudzały więc tylko śmiech ze strony widowni, która prawdopodobnie nie dorastała mu do pięt wiedzą na temat problemów społecznych… W “Wilku” wstrząsającą wypowiedź Philipa Zimbardo przytacza Mariusz Benoit ubrany w mundur lotniczego kapitana. Wiarygodny aktor, w wiarygodnym stroju przytacza słowa, w które bardzo trudno uwierzyć.

“Wilk” daje odpowiedź, dlaczego przekroczenie żółtej linii jest niebezpieczne. Nadal jednak nie wiem, chociaż spektakl mną wstrząsnął, dlaczego miałbym tego nie robić? Dlaczego nie chciałbym tego zrobić. Nawet, jeśli po drugiej stronie czeka upadły anioł.

September 30th, 2009 | Tags: , , , ,

Była Planeta slumsów, jest Dystrykt 9. Jacy są Polacy w zetknięciu z obcymi? Odpowiedzi udzielamy na www.operacjamnu.pl. Poniżej zaś pierwsze materiały filmowe z zapisu operacji MNU.

Aby ułatwić aklimatyzację jednostki nie-ludzkiej, została ona umieszczona w warunkach zbliżonych do warunków Dystryktu 9. Zadanie miało na celu zbadanie tolerancji istot ludzkich. Terytorializm istot ludzkich jest przyczyną agresji - do akcji wkroczyła ochrona MNU. Po zakończonej akcji jedna niedojrzała istota ludzka prowokuje jednostkę nie-ludzką, w efekcie czego dojrzała istota ludzka staje w obronie jednostki nie-ludzkiej.

Test nr. 007. Jednostka nie-ludzka miała za zadanie relokację za pomocą transportu publicznego. Osobnicy ludzcy wykazują rezerwę - analogicznie, jak w Dystrykcie 9. Jednostka nie-ludzka zmuszona jest do opuszczenia stacji warszawskiego metra. Dodatkowo, personel ochrony środka transportu dokonuje dokumentacji fotograficznej jednostki nie-ludzkiej.

September 27th, 2009 | Tags: , , ,

Mam dość! Facebook to czasożerca! Wystarczyło zrobić serwis, który skupił się na aktywnościach znajomych… Nie na moim koncie, nie na jego prezentacji poprzez opisy i zdjęcia (egocentryzm starych sociali), ale na komunikacji.

Komentarze i linki wyświetlane na stronie głównej tworzą strukturę analogiczną do struktury portali horyzontalnych. Różnica polega na tym, że content tworzą moi znajomi – i ja sam. I co się stało? Wg lipcowego Megapanelu (PBI/Gemius) użytkownicy polskiego Facebooka spędzili na nim 4 543 526 godzin, co plasowało ten serwis na 15 pozycji witryn według miesięcznego czasu pobytu użytkownika. Średnio w lipcu użytkownik spędził tam ponad 2 godziny 50 minut. Jeszcze daleko temu giga-socialowi do Googla, w  którym przeciętny user spędził prawie 7 godzin w lipcu, ale ta różnica będzie maleć, a Facebook będzie skakał na coraz wyższe pozycje wszystkich rankingów.

Facebook jest w Polsce coraz popularniejszy – przybywa naszych znajomych, którzy aktywnie go użytkują, przybywa dobrych informacji, linków, treści. Co więcej, możemy odsiewać i ukrywać informacje z niektórych źródeł. Agregacja informacji – ale znamy nadawcę treści, decydujemy się na jego przekaz – a nawet analizujemy to każdorazowo. Lepsze od RSS, czy widgetów!

Dyskusje toczą się pod naszymi wypowiedziami lub pod wypowiedziami naszych znajomych – interakcja jak na spotkaniu towarzyskim – tylko ci, których znamy lub znajomi naszych znajomych. Nie ma przypadkowości, więc awanturnictwo typowe dla internetowych forów ograniczyło się do minimum. Ale też treści i komunikaty nie zostały nudnawo sprowadzone do naszego profilu – tylko zazębione siecią powiązań – żeby cały czas cos się działo…

Facebook wciąga niesamowicie. Ludzie opowiadają bzdury o swoim zapracowaniu, zmęczeniu, a w ciągu 24 godzin wykonują po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset czynności na socialu, czasami po kilkadziesiąt na godzinę. Nie mówiąc o Mafia Wars czy Village Farm (czy jak to się tam zwie…). Ile czasu tracą na obserwowanie aktywności innych? Spalić to!

September 11th, 2009 | Tags: , , , ,

Ryszard Sennett odkrył, że krata - grid, miasto złożone z ulic przecinających się pod kątem prostym, z podłużnych i poprzecznych serii bloków o identycznym kształcie i rozmiarach - najlepiej wyrażała marzenie urbanistów o mieście, jako środowisku jednorodnym, bezosobowym, wyciszonym emocjonalnie i naturalnym. Krata zastępuje wyraziste i wyróżniające się, szczelnie wypełnione sensem i sens narzucające obiekty miejskie anonimowymi skrzyżowaniami i bokami identycznych kwadratów. Sennet chyba nawet pisze o tym, że to kompletna bzdura – że miasto nie jest tworem jednorodnym, itd.

Zygmunt Bauman przypomina odkrycie Sennetta w swoim szkicu o nas i nieznajomych, czyli obcych w postmodernistycznym mieście, a Neill Blomkamp w Dystrykt 9 umieścił milion Obcych w geometrycznie jednorodnym slumsie w Johannesburgu. Grid jest przestrzenią poprawną i hierarchiczną. Bezwzględni Nigeryjczycy utrzymują porządek międzygatunkowy – handlują z Obcymi bronią, żywnością i sexem. Obcy na ulicy miasta w eseju Baumna, czy Obcy z kosmosu – reakcje ludzi są jednakowe.

Milion Obcych w Johannesburgu nie wywraca rzeczywistości. Mike Davis ocenia liczbę mieszkańców slumsów w Chinach na ponad 193 miliony, w Brazylii na ponad 51 milionów, a w Nigerii ponad 41 milionów.

Ludzie to zresztą oddzielna bajka. Mizeria ludzkiego gatunku w Dystrykt 9 sięga perfidnie wyrafinowanego smaku. Strzegący porządku urzędnicy i wojskowi z MNU przypominają karykaturalne postaci z Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb (S. Kubrick). Ot, cała prawda o New World Order, który właśnie przeżywa ogromny kryzys – a filmowe MNU nawet nie stosuje teorii boju asymetrycznego, opracowanej przez Pentagon na potrzeby wojny w slumsach.

Jeśli kryzys jest czasem przełomu w myśleniu i samopoczuciu społeczeństwa, to niech sobie będzie, niech trwa. W innych czasach Dystrykt 9 by nie powstał.

September 6th, 2009 | Tags: , , , , ,

Niedzielny spokój. Po nadaktywnym tygodniu miło ochłonąć w zaciszu domowym i próbować podsumować to, co się działo w ciągu ostatnich kilku dni. Ot, chociażby sobotnia noc – starzejące się dzieci netartu oglądają swoje projekty w zaciszu zadymionej, mokotowskiej kamienicy. Odpalone laptopy, funkcjonalne uwagi i brak poczucia, że to już chyba trwa kilkanaście ładnych lat. Aż się boję przyszłości – na szczęście laptopy na kolanach z roku na rok będą coraz lżejsze.

Piątkowy wieczór to z kolei otwarcie wystawy ‘Siusiu w torcik. Prace z kolekcji Zachęty Narodowej Galerii Sztuki’ – oczywiście, w warszawskiej Zachęcie. Sztuka jest wielka i jest sztuka mniejsza - udowodniła mi to sala, w której na czterech ścianach obrazy zostały powieszone w rzędzie, przylegając do siebie – od najmniejszego, do największego. Lub na odwrót! Inne rzeczy równie radośnie wstrząsające można znaleźć w innych salkach, specjalnie zaaranżowanych na potrzeby wystawy. Osobiście gorąco polecam ‘Siusiu w torcik’.

Dzisiaj zaspałem, bo Karol Radziszewski, jako kurator oprowadzał po wystawie rzesze chętnych szyderców. Ciekawe, czy Zachęta puszcza oko, czy to efekt recesji. Ale ja tak chcę!

Teraz coś o internecie – wypadałoby, niestety… Nie podniecam się zamieszaniem z Grono.net. To jeszcze nie jest koniec tego serwisu, a upadłość spółki oznacza tylko, że komuś ułatwi przejęcie firmy. Grono.net jest w tej chwili kiepsko prowadzone, jednak to ciągle moloch – z dużą bazą i z olbrzymią ilością odsłon. Da się monetyzować – może tylko zarząd firmy powinien być inny. Tyle o sieci.

August 19th, 2009 | Tags: , , ,

Ponarzekałem sobie ostatnio na Google. I dobrze, bo znowu od nich dostałem kupon ‘do 200 PLN’ na Google AdWords, żebym może wreszcie skorzystał z Programu AdWords. Kupony na bezzwrotne środki reklamowe AdWords Google oferował mi też szczeciński Home. Nawet jakieś ponaglenia mailem dostawałem…

Wszystko to tym bardziej zabawne, że z AdWordsa siłą rzeczy musiałem korzystać – bo jak nie Google, to co? Kupony są zaś rozsyłane dla potencjalnych klientów. Miałem też dostać kuponik dla profi, jakbym ukończył jakieś nudne (wiem, bo obejrzałem próbkę) szkolenie poprzez video Google.

Ale Google wreszcie coś tam robi. Udostępnił polską wersję Insights for Search pokazującego statystyki wyszukiwań - www.google.pl/insights/search. Jest tam - przy niewielu hasłach, ale jest - opcja prognozy dla niektórych zapytań i przyszłych trendów wyszukiwania. Narzędzie fajne, nie wiem na ile okaże się precyzyjne, ale super, ze wreszcie ktoś w Google się obudził.

August 15th, 2009 | Tags: , , , , ,

Minęły ponad trzy lata, jak Money.pl znalazł strategicznego inwestora - wydawnictwo Handelsblatt kupiło wówczas 70 proc. udziałów w spółce. Pozostałe 30 proc. pozostało wtedy w rękach założyciela portalu Arkadiusza Osiaka, który do dzisiaj jest szefem firmy.

Rok 2006 był zresztą dobrym rokiem dla Money.pl - spółka zajęła wtedy 7. miejsce w rankingu najbardziej dynamicznych firm w Europie Środkowej - “Technology Fast 50″ firmy doradczej Deloitte.

Rok 2009 nie jest już jednak tak miłym rokiem. Świetne statystyki - Grupa Money.pl w maju br. odnotowała ponad 4 mln użytkowników i 55 mln odsłon (PBI/Megapanel). Instytucje finansowe zacisnęły pasa i jako reklamodawcy stały się bardziej wymagające. Zarobione w ubiegłym roku 20 mln złotych to ładny wynik – ciekawe, czy uda się go powtórzyć?

Ad.Net, który jako sieć reklamowa zdobywał budżety dla Money.pl chyba nie poradził sobie z nową rzeczywistością. Nie pomogła atrakcyjna promocja na reklamę w newsletterze Money Dziennik portalu Money.pl…

Promocja newslettera trwała miesiąc. Rozpoczęta w czerwcu, została zakończona 7 lipca. Zakończyła się też nagle współpraca Money.pl z siecią Ad.Net. Nie było kwiatów i pożegnalnych prezentów…

Bizon media wchodził grzecznie do Grupy Money.pl od dawna. Sieć od stycznia współpracuje z E-prawnik.pl, od półtora roku z Manager.Money.pl, zaś od ponad dwóch lat - MSP.Money.pl.
Po nagłym zakończeniu współpracy z Ad.Net, Money.pl znalazł się w Bizon media. Umowa dotyczy sprzedaży i emisji reklam w całej grupie. Zasięg sieci Bizon media po uwzględnieniu wszystkich serwisów z Grupy Money.pl osiągnął 6,98 mln internautów i 188 mln odsłon (Megapanel PB/Gemius, 2009.05).

Money.pl na pewno jest dobrym serwisem, ale chyba za bardzo nastawionym na złote lata gospodarki finansowej. Pamiętam, jak dwa lata temu bezskutecznie próbowałem podpisać umowę z BusinessClick – tylko po to, żeby przerzucić część budżetów reklamowych na reklamę kontekstową na Money.pl. Nigdy się to nie udało…

Amerykańska kinematografia popularna nie ma szacunku dla nikogo i dla niczego! Tym razem hollywoodcy producenci wykorzystali kino niezależne, kino lat 30tych, film noir, Johna Dillingera i Johna Edgara Hoovera. I zgrabnie ten mix się prezentuje.

John Dillinger zafascynował mnie kilkanaście lat temu za sprawą trylogii Illuminatus! Roberta Shea i Roberta Antona Wilsona, w której jest jednym z bohaterów. Akcja trylogii toczy się w końcówce lat 60tych ubiegłego wieku – w tej wersji historii współczesnej Dillinger nie ginie w obławie FBI po wyjściu z kina, ale nadal uprawia swoją wojnę z bankierami w nieco bardziej wyrafinowany sposób.

Public Enemies nie jest złym filmem. Dillinger jest dobry, Hoover bezwzględny, realia Wielkiego Kryzysu takie, że na górze wszyscy skorumpowani – a bandyci i federalni albo święci do bólu zębów, albo psychopatyczni – bez względu na stronę barykady. Kulisy powstawania FBI mocno rozrachunkowe…

A kamera i montaż są niezłe. Estetyka niskobudżetowch filmów niezależnych – ale jak to w Hollywood, tylko estetyka. Poza tym surowość – zamiast baroku, szarość i ciemność. Niby pewnie estetyka lat 30tych XX wieku –  do tego ta sugestywna mimika bohaterów, jak z kina noir (czyli trochę późniejsze kino) lub z ekranizacji komiksów (a tych o Dillingerze powstały dziesiątki). Na karb hołdu dla estetyki lat 30tych zrzucę rzewną ostatnią scenę – bo film się broni! A jak się onegdaj kino gangsterskie robiło można przeczytać u Wiktora Skoka.

Co ciekawe, po osiemdziesięciu latach od chwili uchwalenia restrykcyjnego Kodeksu Haysa, który dał podwaliny amerykańskiego popu w kinematografii, bez skrępowania powstają filmy realizujące przed laty odrzucone pomysły reżyserów, takich jak Deryl Zanuck, czy scenarzystów (Ben Hecht i Dahiel Hammet), żeby w kinie gangsterskim pokazywać socjologiczne tło (bieda, korupcja, raczkująca (nie)sprawiedliwość prawa). Takie są oczekiwania widza i tak przewiduje się sukces komercyjny filmu…

August 6th, 2009 | Tags: , , ,

Cieszy mnie bing.com! Jako użytkownik sieci korzystający z wyszukiwarki kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt razy dziennie chciałbym wreszcie silnik, który będzie się rozwijał równie szybko, jak internet…

Wyszukiwarka Google w Polsce nie jest wcale lepsza, niż była rok temu – nadal na pierwszych pozycjach popularnych haseł znaleźć można spamiarki naładowane AdWordsami. Nadal polski Gogle nie ma wyszukiwarki pików video, czy audio. Google się starzeje.

Dlatego cieszy mnie bing.com – bo jeśli bym chciał szukać jakiegoś hasła w Wikipedii, to bym wszedł na Wikipedię (w Googlach Wikipedia okupuje pozycje TOP 1 – TOP 3 nawet pod hasłami, które mają jedno zdanie definicji). Kilka TOP 1 słów-kluczy wyskoczyło mi w bingu dużo bardziej trafionych, niż w Googlach - z dnia na dzień niemal jest lepiej!

Testuję sobie bing.com od czerwca i widzę niesamowity rozwój tej wyszukiwarki. Może wreszcie coś się udało Microsoftowi w XXI wieku zrobić dobrze??? Ich mariaż z Yahoo! to kolejny policzek (czy raczej cios w szczękę) flagowego produktu Google. I bardzo dobrze – konkurencja zmusi do tworzenia nowych, inteligentnych tworów zarówno do wyszukiwania, jak i agregacji treści.

Koszt dotarcia do użytkownika też spadnie! W tej chwili standard wyznacza (i pewnie wyznaczać będzie jeszcze) koszt AdWords. Jeśli jednak reklamy w Yahoo! i bing.com będą tańsze, to może i tańszy stanie się koszt dotarcia do userów, których przecież na całym świecie coraz więcej…

Technorati Profile