Google-net
Internet rządzi. W całym swoim chaosie, niesamowitym tempie obiegu informacji i samorozwoju. Nowy porządek nowej ery. Nie jest to jakiś wyraz mojego zachwytu, ale świadomość przełomu kulturowego, w którym przyszło mi uczestniczyć.
NASK powiadomił, że przy rocznym wzroście 73,5 % osiągnięty został poziom ponad 1,3 mln zarejestrowanych domen internetowych z końcówką “.pl”, co lokuje Polskę na dziesiątym miejscu w świecie w ilości zarejestrowanych domen krajowych. NetArt z kolei poinformował klientów i media, że łącznie obsługuje już ponad 500 000 domen.
Z kolei Google zaprasza mnie na szkolenie. Nie chcą mi jednak dać ani pączka, ani kawy. Może na ciastka zapraszają specjalistów, którzy zarządzają w moim imieniu AdWordsami, bo wiem, że się na tym znają. Mi proponują, żebym wsadził słuchawki na łeb i odsłuchał, czemu mi się reklamy nie wyświetlają. Wielkie Google wie, że podcast to takie fajne narzędzie, które pozwoliłoby mi odsłuchać różnych fascynujących opowieści, dlaczego Google jest fajny w czasie kryzysu. Ale Google woli nie umieszczać podcastów.
Google woli mi wmówić, że zrobi świetną interakcję i super e-learning. Spędzą setki współpracujących z nimi osób do słuchawek i sobie zrobią betatesty konferencji online. Google ma swoją koncepcję, którą realizuje zgodnie z korporacyjną polityką i w imię tworzenia google-netu (w odróżnieniu od e-liza-netu). Ja wolałbym jednak poczytać. Ostatecznie mógłbym odsłuchać podcast, jeśli Google się połączy z radiem mojego samochodu. Tym niemniej, Google Polska ma widocznie w tym roku większy budżet na promocję reklamy kontekstowej. Poza tym Google jest na etapie wskazywania i wyznaczania trendów, a nie obserwowania zachowań internautów i odpowiadania na ich potrzeby.
Google swoją niekwestionowaną pozycję zawdzięcza przede wszystkim buzz marketingowi. Internauci szanowali wówczas jeszcze nie takie wielkie G. Teraz Google nie szanuje internautów. Już nie musi? Nie chce mi się tu snuć proroctw, czy G zmonopolizuje rynek, czy też nie. Chcę alternatywy.