Nadchodzi e-klient

Web 2.0 snuje się po polskiej sieci, ale również w zaciszu gabinetów marektingowych i PRowych. Bo skoro dzięki niemu wszyscy w kraju nad Wisłą pokochali Internet, to na pewno jest to świetne narzędzie do działań marketingowych.

 

I pewnie jest, tylko nikt jeszcze nie wie, dlaczego… Bo pojawianie się reklam na portalach społecznościowych i różnych ‘blogaskach’ nie jest niczym nowatorskim – portale ogólnoinformacyjne i branżowe też się da pozaklejać display’em.

 

Oczywiście, można spłodzić trochę pozytywnych opinii o firmie, czy marce na profilach i ‘blogaskach’ paru userów, ale w obliczu 14, czy 16 milionowej widowni polskiego Internetu może to być kropelką w oceanie generowanej przez nas wspólnie treści. Czy na pewno więc o to chodzi?

 

Web 2.0 to nadejście ery e-klienta. Nie dba on o wartość marki, jej tradycję ani jej hierarchię. e-klient myśli o swoich zobowiązaniach, obowiązkach, emocjach i potrzebach – interaktywne doświadczenie marki… Tak, jak sprawdza profile znajomych na socialach, rozmawia z nimi, wysyła wiadomości, tak samo ocenia firmy i instytucje.

 

Czy firmy rozmawiają z e-klientem? W 2004 roku poznałem netPR i nie ma co ukrywać – zachwyciłem się. System wirtualnych biur prasowych i mediakomunikatora ułatwia nie tylko kontakt z dziennikarzami, ale przede wszystkim umożliwia błyskawiczne dotarcie treści generowanej przez firmy do bezpośrednich klientów – e-klientów. Dla mnie bomba – dla firm również – w ciągu ponad czterech lat wielokrotnie mogłem się przekonać o skuteczności mediakomunikatora wire-service w różnych branżach.

 

Jest to jednak tylko narzędzie – które zostanie wykorzystane mniej lub bardziej pomysłowo. I tu chyba zaczynają się schody… Marek Woźniak rozwinął obecnie netPR w kierunku videokonferencji oraz wirtualnego investor relations. Idea bezpośredniego kontaktu z e-klientem została gdzieś w tyle. Szkoda, ale może nie czas i miejsce…

 

Czyżby firmy nie potrafiły rozmawiać z e-klientem? Kilka dobrych przykładów, jak instytucje komunikują się z targetem na pewno można znaleźć. Ale nie łatwo się pozbyć dostojnych logotypów, marmurowych fasad i zacząć rozmawiać z ludźmi sieci. Założyć ludzką, czy też webową twarz instytucji

 

Tym bardziej, że druga strona – czyli biznes internetowy – potrafi świetnie komunikować się z targetem, ale nie potrafi zarządzać swoim gospodarczym potencjałem, mającym przecież obecnie najszybszą stopę wzrostu. Google przetarło szlak i zaangażowało na stanowisko CEO Erica Schmidta, byłego szefa Sun i Novella. Bo nawet tacy błyskotliwi kolesie jak Sergey Brin i Larry Page nie dorastali do tego, żeby prowadzić multimiliardowy interes.

 

e-klient i tak już jest. Obserwuje, komentuje, czasami się wścieka na produkty i usługi. Podszywanie się pod niego będzie skuteczne na krótką metę. I tak firmy będą musiały rozpocząć dialog.

Technorati Profile