Każdy chce bloga
Blogosfera pokochała reklamę. Może raczej powinienem napisać – na forach dyskusyjnych toczą się gorące dyskusje: jak zarabiać na blogach, jak wykorzystać sponsoring bloga i jak promować bloga. Polski internet stanie się niebawem pionierem w produkcji pop-blogasków, dających satysfakcję finansową ich twórcom.
Internet ułatwił spotkanie marketingu i PR. Jaka reklama, czy promocja na blogach jest skuteczna? Jak powinna wyglądać? Bezskutecznie szukać recepty na te pytania – nawet wszechwiedzące G nie wypluje żadnego rozsądnego URLa. Blogi nie funkcjonują w społecznej próżni, leżą w obszarze zainteresowania zarówno marketerów, jak PRowców. I to chyba dobrze. Potrzebują jednak spersonalizowanej oferty – niekoniecznie display, czy kontekst.
Warto bowiem przypomnieć, że blog oprócz reklam ma jeszcze treść. Nie jest prawdą, że blogi u swego zarania były pamiętnikami internetowymi nastolatków, a dopiero teraz stały się ważnym narzędziem komunikacji w sieci. Pod koniec 1997 roku Jorn Berger założył Webloga po to, żeby opisywać ciekawe strony internetowe (Googla jeszcze nie było…). Również Peter Merholz, który jako pierwszy w 1999 roku użył słowa ‘blog’ na swoim ‘weblogu’ wolał je od określenia ‘diary’…
Nie ma co się sprzeczać o definicję. Blogi zapewne są pamiętnikami – nawet te firmowe. W historii pamiętnikarstwa mamy już wspaniały dorobek XVII wiecznej szlachty, której pamiętniki beztrosko przypominają nam o tym, jak zabobonna, zdewociała i etycznie specyficzna była polska klasa średnia kilka wieków temu. Z tej perspektywy patrząc możemy się cieszyć, ze coś tam piszemy, bo za jakiś czas nasze słowa będą co najwyżej wzbudzać uśmiech historyków…
Blogi nie robią rewolucji w Internecie. Są kolejnym kanałem komunikacji. Specyficznym, bo wykraczającym poza ramy zdefiniowanej prawnie formy wydawnictwa prasowego, pozbawionym jednak interaktywności grupy dyskusyjnej. Wymagają więc specyficznego zainteresowania reklamodawców.
Pogoda nie zachęca mnie do czytania blogów. Wolę sobie dziś posłuchać Arthura Russella (polecam film o tym muzyku - Wild Combination). Gdyby blogosfera przetrwała w necie próbę czasu w sposób podobny do tego, jak zdeterminowała współczesną muzykę twórczość Arthura Russella, to cały ten wpis miałby jakiś sens…