Wilk w Dramatycznym
Jeśli nie wierzysz, że żyjemy w ciemnych wiekach średnich, to zobacz spektakl “Wilk” Marcina Libera, który miał wczoraj swoją premierę w warszawskim Teatrze Dramatycznym.
Początkowo myślałem, że Liber chce zarazić widza uśmiechniętym dystansem do świata pełnego frazesów i szowinizmu. Sądziłem, że temu służyła zgrabna, lotnicza wycieczka po historii kultury, będącej tłem zguby jednostki. Przesycona multimediami i dźwiękiem przestrzeń budziła podziw. Wszystko cynicznie zabawne, a upokorzeniu nie oparł się nawet “Lot Walkirii” Rysia, przepraszam! - Ryszarda Wagnera.
Zapomniałem jednak, że swoiście diaboliczny “Wilk Stepowy” Hermanna Hessego to psychoanalityczny cios pomiędzy oczy poszukiwaczy prawdy i sensu. Marcin Liber to kontynuuje i wywraca wszystko do góry nogami, wykorzystując na dodatek początkowe rozbawienie widza. A zderzenie z rzeczywistością boli, nawet jeśli niesamowici w swej ekspresji aktorzy przypominają, że to tylko gra.
Jedna ze scen nasunęła mi na myśl fragment legendarnej pracy Elliota Aronsona – “Człowiek, istota społeczna”. Aronson opisuje m.in. jakiś telewizyjny talk show, w którym wystąpił Ginsberg, czy też Kerouac – któraś z legend pokolenia beatników. Opowiadał on o amerykańskim systemie edukacji – i według Aronsona, mówił bardzo ważne i rozsądne rzeczy. Wystąpił jednak w poplamionym swetrze, nieogolony i z niechlujną fryzurą. Jego słowa wzbudzały więc tylko śmiech ze strony widowni, która prawdopodobnie nie dorastała mu do pięt wiedzą na temat problemów społecznych… W “Wilku” wstrząsającą wypowiedź Philipa Zimbardo przytacza Mariusz Benoit ubrany w mundur lotniczego kapitana. Wiarygodny aktor, w wiarygodnym stroju przytacza słowa, w które bardzo trudno uwierzyć.
“Wilk” daje odpowiedź, dlaczego przekroczenie żółtej linii jest niebezpieczne. Nadal jednak nie wiem, chociaż spektakl mną wstrząsnął, dlaczego miałbym tego nie robić? Dlaczego nie chciałbym tego zrobić. Nawet, jeśli po drugiej stronie czeka upadły anioł.